• are-u-ok

Wyłam się z rodzinnego scenariusza i żyj swoim życiem

Wiele z nas nieświadomie odgrywa scenariusze naszych przodkiń. Psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz zauważa, że jest to widoczne zwłaszcza w relacjach miłosnych. Dlatego w kolejnym odcinku cyklu Moc Kobiet wyjaśnia, jak uwolnić się od tak pojętej kobiecej solidarności.


Nawet jeśli obiecujemy sobie, że będziemy żyć zupełnie inaczej niż kobiety w naszej rodzinie, to nieświadomy przekaz pokoleniowy ma ogromną moc. (Fot. iStock)


Kiedy przeglądam rodzinne albumy i łączę zasłyszane historie z fotografiami konkretnych osób, wyraźnie czuję, że emocjonalny spadek może być też przekleństwem. Podejrzewałam to od zawsze, ale dziś już wiem, że dziedzictwo przypieczętowane mocą rodzinnej lojalności szczególnie daje się we znaki w sprawach sercowych. Większość z nas w pewnym stopniu odtwarza bowiem scenariusz przodkiń…

Jeśli przyjrzysz się historiom kobiet z twojej rodziny, z pewnością zauważysz, że w każdym pokoleniu powtarzały się sercowe dramaty: jakieś nieślubne dzieci, etatowe kochanki, wielokrotne wdowy czy zdeklarowane singielki. Jeśli czujesz silną więź z rodzinnym miłosnym mitem, kobiety z rodziny stoją za tobą murem. Gorzej, gdy ty chcesz żyć inaczej albo czujesz, że twoje życie jest jakąś grą, i to wcale nie opartą na twoich zasadach.

Miłosne scenariusze

Marta, młoda, elegancka kobieta, pojawiła się w moim gabinecie wiele lat temu. Przez telefon poprosiła o konsultację pary, dlatego zdziwiłam się, kiedy przyszła sama. Powiedziała, że właściwie problem dotyczy tylko jej i nie chce robić przykrości narzeczonemu. Okazało się, że są zaręczeni już od pięciu lat i nawet raz byli o krok od ślubu, ale… panna młoda uciekła sprzed ołtarza.

Marta zapewniała, że bardzo się kochają, jest naprawdę szczęśliwa, ale czuje, że coś jest nie tak. Długo nie mogłam zrozumieć, o co chodzi, ona też nie bardzo potrafiła to wyjaśnić. Z opowieści wynikało, że z Piotrem pasują do siebie jak ręka do rękawiczki. Jednak ilekroć zaczynali rozmawiać z rodziną Marty o ślubie, zawsze wydarzało się coś złego: raz babcia wylądowała w szpitalu, następnym razem umarł ukochany pies rodziców Marty, potem właściciel wypowiedział im mieszkanie, choć był to dalszy krewny, który wcześniej deklarował, że mogą mieszkać tak długo, jak zechcą. – W noc przed ślubem wstałam do łazienki – opowiedziała mi Marta. – Potem długo nie mogłam zasnąć i kiedy poczułam, że zapadam w sen, otworzyłam oczy i zobaczyłam w pokoju tłum kobiet. Niektóre rozpoznałam, innych nigdy nie widziałam na oczy. Te z ostatnich rzędów nie miały twarzy. Wszystkie patrzyły na mnie z wyrzutem. Myślałam, że to tylko przedślubny stres. Ale kiedy stanęliśmy w drzwiach kościoła, poczułam, że jakaś ogromna siła nie pozwala mi zrobić kroku do przodu. Jasne dla mnie było, że ma to związek z kobietami ze snu i że jeśli wezmę ten ślub, to stanie się coś złego. Historia ucieczki sprzed ołtarza była więc jak opowieść o duchach. Wiedziałam, że lęk Marty przed małżeństwem jest związany z jej rodziną, w której wszystkie kobiety były silne, zaradne, ale przeważnie samotne. Marta była nieślubnym dzieckiem, z ojcem w zasadzie nie miała kontaktu, na wieść o ciąży zdezerterował i choć próbowała potem nawiązać z nim kontakt, to nigdy nie zbliżyli się do siebie. Babcia ze strony mamy „pogoniła” męża alkoholika. Siostra mamy nigdy nie wyszła za maż. – Wiesz, pierwszy raz poczułam ukłucie w sercu, kiedy mama powiedziała, że ma nadzieję, że będę pierwszą kobietą w rodzinie, której trafił się porządny facet. Pomyślałam wtedy, że chyba nie chcę być tą, która zapoczątkowuje – wyznała w końcu Marta. Bycie tą pierwszą, która wyłamuje się z rodzinnego scenariusza, nie jest wcale łatwym zadaniem, zwłaszcza jeśli kompletnie nie mamy świadomości uwikłania. A tajemnica rodzinnego mitu zwykle jest bardzo dobrze strzeżona. Tego z rodziny Marty nie poznałam. Do dziś są z Piotrem w związku, ale nie wzięli ślubu.

Zgoda na ujawnienie rodzinnej tajemnicy

Od opowieści Marty minęło sporo czasu i wiele rodzinnych tajemnic odkryło się przede mną. Jedno się jednak nie zmieniło – co chwila puka do moich drzwi ktoś, kogo dopadły tajemnicze miłosne zawirowania. Ostatnio pracowałam z Anią, która kocha mężczyzn, ale z taką samą siłą ich nienawidzi. Przyjaźni się z nimi, ale są to burzliwe przyjaźnie. Twierdzi, że nie potrafi zaufać mężczyznom, ale nie potrafi też bez nich żyć. W trakcie naszej terapii zmarła ukochana prababcia Ani. Przeglądając kuferek na strychu rodzinnego domu, Ania znalazła jej pamiętnik, a w nim miłosne historie. Kiedy na sesji pracowałyśmy nad odszyfrowaniem rodzinnego przekazu, który dostała od kobiet po linii matki, jego treść brzmiała: „Wszystko najgorsze, co cię spotka, spotka cię od mężczyzn”. – Wiesz, to bardzo dziwne, bo kobiety w mojej rodzinie były szalenie kochliwe – Ania była naprawdę zaskoczona. Wyglądało na to, że w tej rodzinie można było kochać, ale nie wolno było ufać. Nic dziwnego, że Ania stale zakochiwała się w żonatych facetach i każdy romans kończył się, a właściwie to ona go kończyła, w ten sam sposób. – Aż wstyd mi o tym mówić… zawsze na koniec spotykałam się z ich żonami i patrząc im w oczy, mówiłam: „Twój mąż cię zdradza”. Naprawdę nie chciałam tego robić, ale… nie mogłam się powstrzymać. Tajemniczość tego jej zachowania ujawniła się dopiero wtedy, gdy narysowałyśmy drzewo genealogiczne Ani i okazało się, że większość kobiet w tej rodzinie była zdradzanych przez mężów. – Pamiętam, miałam może pięć, sześć lat i moja mama płakała w rozmowie z babcią: „Mamo, ja wiem, kim jest ta kobieta”. A babcia pocieszała ją: „Twój ojciec też nie był święty, musisz zachować godność i w milczeniu wytrwać”. Być może Ania została podświadomie wyznaczona przez system rodzinny do ujawnienia zdrady, a tym samym symbolicznego ujawnienia tajemnicy zdradzanych przodkiń? Kiedy na sesji poprosiłam, żeby kolejno wcieliła się w role wszystkich osób dramatu: w kochankę, zdradzającego męża, zdradzaną żonę – poczuła, że jej zadaniem do wykonania jest wyjście z roli kochanki, uwierzenie, że możliwe jest zbudowanie związku monogamicznego, w którym partnerzy ustalają swoje własne granice lojalności i wierności. Obydwie byłyśmy przekonane, że w ten sposób udało jej się zmienić albo domknąć rodzinny mit w temacie miłości i wierności.

Uwolnienie z uwikłania

Nawet jeśli obiecujemy sobie, że będziemy żyć zupełnie inaczej niż kobiety w naszej rodzinie, nawet jeśli dostajemy od nich przyzwolenie: „Córeczko, obyś była bardziej szczęśliwa ode mnie”, to nieświadomy przekaz pokoleniowy ma ogromną moc. Bywa, że realizujemy mit nieszczęśliwej miłości (albo każdy inny) nawet kosztem własnego szczęścia. Zdaniem terapeutów pracujących metodą ustawień rodzinnych jedynym sposobem wyjścia z uwikłania jest umocnienie się w roli dorosłego, który nie uzależnia swojego poczucia bezpieczeństwa od rodziców. Budując swoje wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, zyskujemy wewnętrzną moc, która pozwoli symbolicznie oddać nie swój los i zacząć żyć własnym życiem. W tym celu warto zrobić krótką medytację (powyżej).

Pierwszym krokiem na drodze do uwolnienia się od rodzinnego mitu jest uświadomienie sobie, że on istnieje, i zrozumienie, co oznacza. Pomocne będzie oglądanie rodzinnych zdjęć, słuchanie opowieści. Czasami pozornie niewinne zdanie w stylu: „No ty masz z tymi facetami identycznie jak ciocia Stasia” może uruchomić proces uwalniania się z uwikłania. Jeśli twoje związki miłosne nie są szczęśliwe, uświadom sobie, co słyszałaś od kobiet w rodzinie na temat mężczyzn, jaki obraz związku, relacji przekazali ci rodzice. Przypomnij sobie, jaką bajkę najczęściej czytali ci w dzieciństwie? Bajki zwykle kończą się zdaniem: „I żyli długo i szczęśliwie”. Gdybyś miała napisać ciąg dalszy, to jaki by on był? Jak wyglądałoby „żyli długo i szczęśliwie” w twojej opowieści, a jak wygląda w twoim realnym życiu? Pamiętaj, że dojrzałość to proces, który zaczyna się od zrobienia porządku w emocjonalnym spadku. Przejrzyj to wszystko, co dostałaś „w posagu”, wybierz dary, które przyjmujesz, i z szacunkiem odłóż te, których nie chcesz w swoim życiu. Rodzinne dziedzictwo może być skarbem, może dawać ci moc, ale też może być więzieniem, przymusem powielania rodzinnego scenariusza. Wybór należy do ciebie. To nie mój los – medytacja uwalniająca

  • Usiądź w spokojnym miejscu i posłuchaj swojego oddechu.

  • Połóż obydwie dłonie na sercu.

  • Wyobraź sobie, że przed tobą stoją kobiety z twojego rodu: zobacz je wyraźnie, jak na rodzinnej fotografii.

  • Popatrz na każdą z osobna, w myślach pochyl się z miłością nad losem każdej z nich, a potem powiedz im po kolei: „Szanuję twój los, ale nie jest mój. To nie jest moja historia i to nie jest mój ciężar. Dlatego oddaję ci go z miłością. Dziś jestem już dorosła. Mam swój własny los, za który biorę całą odpowiedzialność, z miłością i szacunkiem”.



Ewa Klepacka-Gryz


https://zwierciadlo.pl/psychologia/524096,1,wylam-sie-z-rodzinnego-scenariusza-i-zyj-swoim-zyciem.read