• are-u-ok

Kiedy nie dopuszczasz do siebie złych emocji, odcinasz się też od tych dobrych

Kiedy nie dopuszczasz do siebie smutku, gniewu czy zazdrości, odcinasz się również od radości, miłości i innych tzw. pozytywnych emocji. A to z nich rodzi się kobiece działanie. Psycholożka Ewa Klepacka-Gryz prowadzi nas od czucia do ekspresji.


Emocja powstaje pod wpływem bodźca i na początku przyjmuje formę doznania fizjologicznego. Mózg nazywa to doznanie, a potem jest miejsce na działanie. Typowo kobiece działanie różni się jednak od męskiego tym, że rodzi się z emocji, jego intencja pochodzi z wnętrza. (Fot. iStock)


Emocja powstaje pod wpływem bodźca i na początku przyjmuje formę doznania fizjologicznego: ścisku, drętwienia, guli w gardle czy ciepła. Te doznania odczuwamy w bezruchu. Następnie mózg nazywa to doznanie: jestem zła, jestem szczęśliwa, jestem smutna... Potem jest miejsce na działanie. Typowo kobiece działanie różni się jednak od męskiego tym, że rodzi się z emocji, jego intencja pochodzi z wnętrza. Wymaga uważności, skupienia, uciszenia lęku przed niedziałaniem i zatrzymania. A kiedy już się rodzi, jest bardziej nastawione na ekspresję niż zmianę świata. Ale i tak go zmienia... To jaka mam być?

Do redakcji przychodzą już listy na temat kobiecej mocy, jak się okazuje, ten temat jest w was bardzo żywy. Piszecie o tym, że moc daje wam optymizm – „uśmiech na twarzy pomimo przeciwności losu”, empatia – „wiem, co czują kobiety takie jak ja”, ale też działanie i nadzieja – „działanie wyrywa z nieruchomości, marazmu, odrętwienia i rozpaczy”. Dzielicie się swoimi bolesnymi historiami, które często są tak traumatyczne, że brak miejsca na uczucia, bo trzeba działać: „pamiętam moment, w którym poczułam, że jedyna słuszna decyzja to odejść”, ,,kiedy pięć lat temu zmarł mój mąż, towarzysz życia i przyjaciel, nie miałam dużo czasu na smutek i łzy, bo los miał dla mnie kolejną niespodziankę”. Piszecie, że czasami wręcz boicie się swoich uczuć, np. smutku, który „ciągnie w dół i grozi depresją”, albo łez, które odbierają siłę i obnażają słabość. Trudno wam zaakceptować, że kobieca moc pojawia się w bezruchu, że potrzebuje czasu. Sprawczość, szybkie podejmowanie decyzji, widoczne efekty działań – czyli to, co „obstawiają” mężczyźni – wydaje się bardziej atrakcyjne, bezpieczniejsze, lepiej przystające do współczesnych czasów, w których sukces równa się szybkość. Bywa, że czujecie się zdezorientowane: „kiedy jestem analityczna, konkretna, szybka w działaniu, decyzyjna, to mówią: baba chłop; kiedy jestem uczuciowa, wrażliwa, łatwo się wzruszam – szepczą po kątach, że histeryczka. To jaka właściwie mam być?”.

Bo zatonę w emocjach...

Moja pacjentka Magda na pierwszej sesji dużo płakała. „Tak długo na to czekałam, tak długo musiałam być dzielna” – cieszyła się przez łzy. Podczas kolejnych spotkań otwierała przede mną swoje rany, była jednym wielki czuciem. Jednak kiedy ostatnia bolesna historia z przeszłości się domknęła, Magda otarła łzy rękawem swetra (zupełnie jak mała dziewczynka) i powiedziała: „Dosyć tego roztkliwiania się nad sobą. Pora wziąć się do roboty”. I znowu wskoczyła w pancerzyk. Uwolniła się od zranień z przeszłości oraz z roli dziecka, ale zatrzasnęła serce, kiedy spytałam, jak czuje zranienia jako dojrzała kobieta. Magda nie jest wyjątkiem, wiele kobiet przychodzi do gabinetu po to, by opłakać przeszłość, wyzerować konto emocjonalne i przez kolejne lata dzielności upychać w sobie nowe zranienia. Może dobrze wiesz, o czym mówię. Jak często dewaluujesz czucie, bo nieraz słyszałaś: „dosyć mam twoich łez”, „przestań się mazać”, „nie nabierzesz mnie na tę swoją wrażliwość”? Słyszałaś to od matki, ojca, może także od partnera… A obserwując matkę, wcale nie miałaś poczucia, że warto być kobietą: „Pamiętaj, córeczko, żebyś liczyła w życiu tylko na siebie. Nigdy się nie oglądaj na żadnego mężczyznę” – mówiła. Nie wiesz, czy liczyłaś na ojca, ale na pewno robiłaś wszystko, żeby był z ciebie dumny. Chciałaś być taka sama jak on: silna, władcza i przede wszystkim nieroztkliwiająca się nad sobą. Nie było tu miejsca na słabość, delikatność czy ,,babską” wrażliwość. Inna pacjentka, w dzieciństwie emocjonalnie porzucona przez obydwoje rodziców, ojcu wybaczyła, bo „był taki młody, nie potrafił zająć się żoną i córką”. Do matki czuje żal do dziś, bo „kobieta nie powinna zostawiać swojego dziecka”. Obok żalu do matki ma również żal do siebie i poczucie winy: „pewnie byłam niegrzecznym dzieckiem, które trudno było kochać”. Jesteśmy dzielne, odważne, nieustraszone. Potrafimy poradzić sobie z niejednym problemem, ale kiedy ogarniają nas silne emocje, czujemy się zagubione, przestraszone i jak najszybciej znów ustawiamy gardę. I nie chodzi jedynie o to, że chcemy rywalizować z mężczyznami. Lęk przed niedziałaniem wrzuca nas w czarną otchłań niebytu, braku znaczenia, straty poczucia wartości i ważności. Maureen Murdock w „Podróży Bohaterki” pisze: „Kiedy kobieta przestaje działać, musi nauczyć się, w jaki sposób po prostu być”. Być, czyli zatrzymać się, a tego boimy się najbardziej na świecie...

Działam, czyli jestem ważna

Wanda przyszła do mnie, bo ma dylemat, czy pójść na emeryturę. Od lat marzyła o tym, że kiedy skończy 60 lat, natychmiast odejdzie z pracy i zajmie się wreszcie tym, co kocha. A teraz mówi, że gdy tylko wyobrazi sobie, że nie musi się zrywać i jechać w korkach do pracy, to myśli, że nie będzie miała po co wstawać z łóżka. – Będę leżała w tym łóżku i roztkliwiała się nad sobą. Jak jakaś stara baba – powiedziała z płaczem, kiedy spytałam ją, co czuje. Kiedy zatrzymasz się w codziennym biegu, obojętnie, czy zrobisz to świadomie, czy ciało da sygnał do odpoczynku, albo choroba nie pozwoli dalej gnać – wróci czucie, bez ostrzeżenia. Od dawna niedostrzegane emocje zaczną wciągać w czarną dziurę. Smutek, na początku delikatny i refleksyjny, zacznie narastać i ścinać cię z nóg. Złość ma wektor przeciwny; napina mięśnie, daje siłę, nakłania do eksplozji, chyba że… Jeszcze inna pacjentka, Ela, ma depresję; od miesięcy nie chodzi do pracy, czasami nie ma siły wstać z łóżka ani nawet mówić. Kiedyś wspomniała, że się na mnie zezłościła. Mówiąc to, przyglądała mi się uważnie, a ja podziwiałam jej ożywioną twarz, której nigdy wcześniej nie widziałam. Chciałam skorzystać z tej energii, żeby wyciągnąć Elę z łóżka, ale okazało się, że to właśnie złość, a w zasadzie potężna wściekłość, którą nosi w sobie od dzieciństwa, kazała jej schronić się w depresji. Kiedy jako dziecko, w obronie siebie i matki, podniosła rękę na ojca, w jej ciele zapisał się schemat: działanie, złość, agresja. Ale nie da się nie czuć jednej konkretnej emocji: kiedy nie dopuszczasz do siebie smutku, gniewu czy zazdrości, to nie doświadczasz również radości, miłości i wielu innych pięknych uczuć. A przecież nie chciałabyś z nich zrezygnować...

Od czucia do działania

  • Usiądź spokojnie, w bezruchu; zrób kilka oddechów.

  • Przeskanuj ciało i skoncentruj się na najbardziej dominującym doznaniu (np. delikatnym ucisku w gardle). Pomyśl, jaki bodziec mógł go wywołać: może rozmowa z szefem i brak odwagi, żeby mu o wszystkim powiedzieć. Czujesz, że niewypowiedziane słowa utkwiły w twoim gardle. Jaka to emocja? Umówmy się, że to złość. Poczuj ją wyraźnie. Co możesz z nią teraz zrobić? W jaki sposób chcesz ją wyrazić?

  • Możesz krzyknąć, huknąć pięścią w stół albo zadzwonić do przyjaciółki i opowiedzieć, co się stało. Ważne, by twoje działanie wzięło się z czucia, a nie z głowy, a w której może nosisz przekonanie, że złość jest złą emocją, której nie wolno wyrażać. Zwłaszcza kobiecie.


Ewa Klepacka-Gryz


https://zwierciadlo.pl/psychologia/522720,1,kiedy-nie-dopuszczasz-do-siebie-zlych-emocji-odcinasz-sie-tez-od-tych-dobrych.read?utm_source=portal&utm_medium=522720%3Akiedy-nie-dopuszczasz-do-siebie-zlych-emocji-odcinasz-sie-tez-od-tych-dobrych&utm_campaign=tabs-zobacztakze-polecane